porównywania z poprzednimi partnerami czy nawet zdrady.
Dowiesz się, jakiej seksualnej indoktrynacji od najmłodszych
lat jesteśmy poddawani oraz do jak destrukcyjnych skutków
w dziedzinie związku prowadzi ta nagonka.
Otrzymasz nowe spojrzenie na to,
jakie są kruche, a jakie trwałe fundamenty
związku między kobietą i mężczyzną.
*** UWAGI CZYTELNIKA ***
"Cześć Paweł,
Tak sobie czytam te maile, i ogólnie nie podoba mi się
w Twojej osobie to przesadne narzucania swojego zdania innym.
Tak, jakbyś uważał, że Twoja racja jest "NAJTWOJSZA".
Przykłady:
-Na ulicy nie można poznawać dziewczyn
-związek to podstawa szczęścia
-dziewczynę trzeba zdobywać w wiele randek nie dotykając jej itp.
-sterydy są złe (tak wnioskuje z tego, co napisałeś)
-dążenie po trupach do celu jest złe itp.
to jest TWOJA filozofia, którą narzucasz innym.
Najważniejsze w życiu jest szczęście i spełnienie, z tym się
zgadzam. Tylko nie wziąłeś pod uwagę, że ktoś może być
szczęśliwy, waląc jedną panienkę za drugą, robiąc na rożne
sposoby kasę i wąchając koks :)
To też nie oznacza bycia kimś złym.
Spełnić się można na wiele sposobów, a ten, który
przedstawiasz, NIE jest jedynym i objawionym.
Proponuję zmienić formę pisania, na taką, w której nie
objawiasz prawd życiowych - które prawdami często nie są,
gdyż zależne to może być od indywidualnej filozofii.
Pozdrawiam, Daniel."
>>> MOJA ODPOWIEDŹ:
Hej Daniel!
Wiem, że proponuję pewne konkretne wartości i poglądy.
W niektórych wypowiedziach nie da się tego uniknąć.
Np. miłość to świadoma decyzja o dbaniu o dobro drugiego człowieka,
jak o swoje własne i nie zranienie tej osoby.
A dla kogoś innego miłość to może być uprawianie seksu.
Albo w ogóle nie widzi związku między seksem a miłością
i jedno jest oderwane od drugiego.
Turbo uwodziciele jeszcze bardziej narzucają swój chory
światopogląd, mówiąc np. że seks z wieloma kobietami daje
szczęście.
A ten temat mam akurat sprawdzony i udokumentowany na 100%.
Są pewne prawa, jak grawitacja w naszej rzeczywistości.
Również takie prawa działają w dziedzinie seksualności.
Nawet, jeśli wmawiasz sobie, że to Ty je ustalasz i ich nie uznajesz,
to one i tak dalej działają, bez względu na to czy sobie w nie wierzysz czy nie.
Tak jest właściwie ze wszystkim. Nie da się złamać prawa,
które działa zawsze.
Np. wierzysz w to, że w małych dawkach sterydy nie szkodzą.
A po kilku cyklach miewasz palpitacje serca lub masz inne problemy.
Wtedy nasze "widzi mi się" i wmawianie sobie,
że to z czegoś innego nic nie znaczy.
Liczą się fakty i ostateczne konsekwencje.
Np. spadając z wieżowca też może się wydawać,
że jest się szczęśliwym. Pytanie, jak to się skończy.
Podobnie jest z seksualnością.
Niektórzy ludzie np. ustalają między sobą i wierzą,
że seks między nimi to tylko zabawa i nie jest niczym poważnym.
A potem jednak jedna ze stron lub obydwie cierpią
przy rozstaniu i zmianie partnera.
Nawet zapadł mi w pamięć taki artykuł
"dla kobiet nie ma seksu bez zobowiązań"
i one zawsze potem mają jakieś wyrzuty.
Wiara, że takie kontakty to jakaś forma spełnienia
to po prostu życie w fałszu i oszukiwaniu siebie
w nadziei, że to jest szczyt marzeń.
Skoro turbo uwodziciele mają czelność mi wmawiać
na każdym kroku od wielu lat, że powinienem zaliczać
kobiety na potęgę, a potem, jak już sobie zaliczę x kobiet,
to mogę w końcu się ustabilizować albo i nie, bo po co,
skoro można ciągle zmieniać, co oczywiście prowadzi do
wielu problemów, to tym bardziej ja mam prawo powiedzieć,
że tak wcale nie jest i najzdrowiej dla psychiki i ciała jest
mieć jedną kobietę.
Jeśli to odrzucasz, to Twoja decyzja. Przynajmniej udało
mi się Ciebie ostrzec przed fałszem, a co Ty z tym zrobisz,
to już Twoje konsekwencje.
A co do tych podpunktów, które wypisałeś, to przekręciłeś
moje wypowiedzi, jak wielu innych ludzi, którym się
nie podoba, że mówię, jak jest.
Sprostuję tylko krótko, że wszędzie można poznawać,
tylko trzeba pamiętać, że na ulicy nie ma kontekstu
i kobiety nie są chętne na rozmowę. A wmawia się nam,
jakby to było eldorado i najlepsze miejsce.
Zbyt szybki dotyk odpycha kobiety, natomiast trzeba pocałować
dziewczynę po kilku randkach, aby zaznaczyć kontekst potencjalnej
pary, a wcześniej można np. zagrać w kciuki
i sprawdzić jej reakcję. Przecież pocałunek to dotyk!
Nie chodzi o zerowy dotyk przez 10 randek, tylko o zbyt wczesny
dotyk podczas pierwszej rozmowy czy na pierwszych kilku randkach,
po którym kobieta może stwierdzić, że za bardzo się przymilasz
albo jesteś napalony na jej fizyczność, jak każdy inny.
O wiele lepiej działa dawanie jej przestrzeni, która powoduje
napięcie i ona chce potem to przełamać i pierwsza dotyka.
Na atrakcyjne kobiety działa wyzwanie a nie nachalność.
Nachalność działa na uległe dziewczyny.
*** ODPOWIEDŹ CZYTELNIKA ***
"Tylko nie każdy turbo-uwodziciel taki jest, zwróć uwagę
na to, że np. xyz ma podejście podobne do Twojego
- ostatecznym krokiem w uwodzeniu jest szczęśliwy związek.
Nie każdy traktuje tego jako skrajność, bo tak można
zinterpretować to, co piszesz - albo ruchanie na potęgę,
albo monogamia.
Można sie bawić życiem i poznawać dziewczyny, zaliczać je
i w KOŃCU trafi się na odpowiednią.
Dziwi mnie Twój optymizm, mówiąc iż szczęśliwy związek to
podstawa - a ile takich idealnych związków się rozsypało, bo
nagle po latach dziewczyna kogoś zostawiła?
Ile jest zamaskowanych zdrad? NIGDY nie masz pewności,
czy Twoja partnerka Cię nie zdradza, i tutaj nie ma nic do rzeczy to,
że jest słodka, kochana, inteligentna i nie łazi po
dyskotekach. Pozory potrafią mylić, tak samo nie znasz
przeszłości swojej wybranki, nigdy nie wiesz ilu naprawdę
miała partnerów.
Choćbyś był najatrakcyjniejszy na świecie, zawsze istnieje
prawdopodobieństwo zdrady. Dlatego owszem, w związku można
przeżyć cudowne chwile przez pierwsze lata, ale potem może
być rożnie.
Co do sterydów, to tak jak ze wszystkim - jednemu zaszkodzi
parę tabletek metki, drugi wali cykle na potęgę i nic mu nie
jest. Kwestia genetyki.
Pozdrawiam i więcej obiektywizmu, mniej skrajności!
Daniel"
>>> MOJA ODPOWIEDŹ:
Właśnie cały problem polega na tym, że zaliczając dziewczyny
niszczysz mechanizmy budowania trwałej więzi z kobietą.
Nawet biologia to tłumaczy, że podczas stosunku wydzielają
się hormony odpowiedzialne za przywiązywanie się do drugiej
osoby (oksytocyna), a im więcej mamy partnerów, tym te
reakcje są bardziej osłabione i wydziela się tych hormonów co raz mniej.
Jest niezaprzeczalne PRAWO stępienia reakcji na powtarzające się bodźce.
Po drodze, rozrywając taką więź ranisz wiele kobiet i siebie,
niszcząc ten mechanizm wiązania się oraz zwiększając
u siebie i u tych kobiet brak zaufania do osób odmiennej płci.
To jest bzdura, że to droga do szczęścia.
Mówię o tym w module o seksualności.
Te ich teorie się wzajemnie wykluczają.
Nie da się tak samo zachowywać gdy dążysz do trwałego
związku i tak samo gdy dążysz do zaliczania.
Chyba, że masz schizofrenię i przy każdej kobiecie
zachowujesz się skrajnie różnie.
Przecież to jest niespójne. Raz zachowuję się,
jak opanowany gentleman, a raz jak poszukiwacz przygód.
To rozdwojenie jaźni i brak spójności wewnętrznej,
czyli brak zdrowego poczucia własnej wartości,
ponieważ życie zgodne z zasadami jest jednym
z fundamentów zdrowego poczucia wartości.
Jeśli Twoje zasady są elastyczne w zależności
od sytuacji, to masz system wartości giętki jak meduza.
A kobiety szybko wyczuwają, jaki naprawdę jesteś
i czują podstęp na kilometr.
Szczęśliwy związek nie jest podstawą szczęśliwego życia,
tylko jego elementem. Wszędzie to powtarzam,
aby nie gloryfikować związku.
Oczywiście, że się bardzo dużo par rozstaje.
Najwyraźniej źle zbudowali ten związek i źle go prowadzili.
To co piszesz o niewierności kobiety jest skutkiem takiego
myślenia o zaliczaniu.
Tacy ludzie przestają totalnie ufać drugiej osobie
i nie potrafią już nawet zaufać.
Oceniają innych według swojego myślenia.
Ten strach przed porównywaniem z innymi partnerami i zdradą
to kolejny skutek takiego luźnego podejścia do seksu.
I jest ten strach uzasadniony.
Skoro sam podchodzisz do tego w taki sposób, że to zabawa
i wiesz, że kobieta też podchodzi do tego tak, że jest to
zabawa, to rzeczywiście lepiej nie ufać takiej osobie,
ponieważ może w każdej chwili zdradzić, bo to jest zabawa.
W module o seksualności polecam zweryfikować swoje myślenie.
Jeśli Ty lub kobieta macie takie wartości, że seks to
zabawa, to faktycznie trwały związek jest wtedy niemożliwy.
Lepiej się trzymać od tego z daleka.
Takie osoby dopóki nie zdadzą sobie sprawy, że to jednak
nie jest zabawa, jak się nam wpaja dookoła, nie są zdolne do
trwałego związku.
I lepiej, żeby się w ogóle nie poznali, żeby oszczędzić sobie cierpienia.
Prawdopodobieństwo zdrady nie zależy od bycia
najatrakcyjniejszym na świecie, tylko od wartości
dotyczących seksu, związku, wyłączności.
Zostaliśmy zaprogramowani, że wierność w związku zależy
od bycia super hiper ultra atrakcyjnym, a gdy pojawią się
problemy czy niedoskonałości albo lepszy model,
to można sobie zdradzić, bo druga osoba przestała być
dla nas aż tak bardzo atrakcyjna.
Taki związek jest bardzo kruchy i bardzo słaby.
Nie ma to nic wspólnego ze świadomą decyzją o dbaniu o dobro
drugiego człowieka.
Jest to raczej bycie targanym przez powiewy swoich przelotnych uczuć.
Jest to mylenie decyzji o miłości z przelotnym zakochaniem.
Hormony po kilku latach przestają powodować dziką fascynację
drugą osobą.
Ludzie wtedy stwierdzają, że ich "miłość" skończyła się.
Są podatni na nowe znajomości. Szukają nowych wrażeń, aby
znów odzyskać utracony haj.
Są w stanie nawet tkwić w małżeństwie z powodu dzieci
i zmieniać sobie na boku partnerów.
Świetnie pokazuje to film z Adamem Sandlerem:
"Men, women and children" (2014).
Faktycznie, jeśli do tego prowadzi wierność, to ja dziękuję.
Dlatego fundamentem miłości nie może być przelotne
zakochanie ani atrakcyjność fizyczna, które przeminą.
Zakochanie trwa maksymalnie kilka lat, do 5 lat maksymalnie,
a wygląd też przemija.
To nie są trwałe fundamenty.
Dlatego tak ważny jest charakter i zdrowe wartości,
na których zbudujecie związek.
Jeśli macie totalnie odmienne wartości i nawet nie wiecie,
co powoduje trwałość związku, to tak się to potem skończy.
Jeśli nie zdradą, to tkwieniem ze sobą z przyzwyczajenia.
Aha, a to Ty jako mężczyzna jesteś przewodnikiem w związku,
liderem, kapitanem, głową rodziny później.
To od Ciebie zależy, czy ochronisz swoją kobietę przed jej
pochopnymi i emocjonalnymi decyzjami, które mogą być dla was
niebezpieczne.
To Ty ją chronisz nawet przed jej własną głupotą, bo masz
trzeźwy, logiczny umysł i panujesz lepiej nad emocjami.
A jeśli facet jest uzależniony od swoich uczuć i popędów,
bezmyślnie robiąc to, co mówi propaganda medialna, to
kobieta za nim podąży. I to się właśnie dzieje.
(Zobacz dokument: "Wychowane na seksie")
Faceci, którzy się staczają i bezmyślnie kopulują z kim
popadnie, ciągną za sobą kobiety.
One stwierdzają wtedy, że widocznie taki jest świat,
a trwały związek jest niemożliwy. Skoro wszyscy faceci tacy
są, to widocznie faktycznie tak jest.
Miałem taką sytuację na konsultacji. Lekko wstawiony chłopak
i dziewczyna już prawie zaczynają współżyć seksualnie, ale
powstrzymuje się i mówi, że tak po pijaku to bez sensu.
Dziewczyna mówi roześmiana: "Dobrze, że się jednak
wycofałeś, bo mam dni płodne i byś został tatusiem :D"
A oni nawet nie byli w związku. To znajomi, którzy raz się
spotykali, potem nie, potem znowu jakaś impreza i takie coś.
Inna kobieta w odpowiedzi na pytanie mojego kursanta:
"A co jeśli będziemy mieli dziecko?" Odpowiedziała:
"Niee wieem :D"
Jeśli my jako faceci nie ogarniemy się w tym temacie,
to sami sobie szkodzimy. Choćby przez tracenie czasu na tego
typu nieodpowiedzialne dziewczyny, które nieświadomie nawet
mogą zniszczyć nam życie, kusząc chwilą przyjemności.
Konsekwencje psychiczne takiego zabawowego podejścia są
równie niszczące, o czym pisałem wcześniej tj. brak
zaufania, porównywanie, ciągły strach przed zdradą czy brak
zaangażowania i oddania się drugiej osobie w pełni, ponieważ
po tylu oszustwach już nie jest się w stanie zaufać.
Albo ktoś się może nauczyć tak żyć, że nie istnieje trwały
związek. Każdy musi się rozpaść i jest tylko chwilą.
Z tymi sterydami to jest tak samo, jak z przypadkowymi
kontaktami seksualnymi.
Jeden złapie chorobę weneryczną, zrobi sobie nieplanowane
dziecko, trafi na wariatkę, która potem będzie go
prześladować albo jeden z jej chłopaków go pobije,
a innemu niby nic się nie stanie.
Stanie się tyle, że skrzywi swoją psychikę na tyle, że nie
będzie w stanie potem zaufać albo będzie miał
poważne trudności w zachowaniu wierności tej
jedynej kobiecie
Dopóki jest fascynacja to są cudowne chwile, a jak będą
problemy, to będzie różnie.
To jest dopiero "wizja miłości".
Cóż za "poczucie bezpieczeństwa" i "radości", że znaleźliśmy
"uczciwego" partnera, który nas nie wykiwa i nie zostawi przy
pierwszej lepszej okazji.
Kto o zdrowych zmysłach byłby w takim związku?
Cóż, być może nawet jest to większość dzisiejszego
społeczeństwa w młodym i średnim wieku, którzy uwierzyli
w te kłamstwa.
Tacy ludzie są sami oszukani i zaślepieni przez propagandę
tzw. wolnych związków.
Gdy jesteś wolny, to nie jesteś w związku.
"Wolny związek" to pojęcie wewnętrznie sprzeczne.
Związek oznacza związanie się.
A jeśli tak to ma wyglądać, że jest to oparte na chwilowym
uczuciu, to nie dziwię się, że większość ludzi w wieku około
30 lat, którzy uwierzyli w tak wypaczoną wizję miłości, wolą
już pozostać singlami i gdzieś sobie z doskoku zaspokoić
potrzeby seksualne.
Raz tu, raz tam. Nie ma sensu się wiązać na stałe,
bo to przecież niemożliwe.
Tak to pokazali w telewizji, więc tak jest.
To jest taka sama kontrola nad społeczeństwem i wyzyskiwanie
go, jak robienie ludziom złudnych nadziei, że suplementy
spowodują duże mięśnie i stado zainteresowanych kobiet.
To napędza korporacjom kieszenie. Podobnie brak stałych
związków. To generuje potężne zyski dla seks biznesu,
np. ze szkodliwych środków antykoncepcyjnych czy prezerwatyw,
w których przyjemność ze zbliżenia jest mocno ograniczona
bo facet czuje się, jakby lizał lody przez worek, a kobieta
ma często obniżone libido, słabiej się podnieca i tyje.
Ale nieświadomy człowiek zwiedziony przez ten system
i tak woli to niż nic, więc zadowoli się tym, bo przecież
w telewizji nie pokazali żadnych alternatyw. Guru uwodzenia
też nie dają tej alternatywy, ponieważ szczycą się tym,
jak pytają kobietę o imię przed założeniem prezerwatywy.
I proszę mnie przypadkiem nie oskarżać, że skoro nie
kondom ani tabletka, to pewnie kalendarzyk i inne
skomplikowane metody naturalne albo jakieś niebezpieczne
dla ciała zabiegi czy też brak jakiejkolwiek aktywności seksualnej.
W drugim miesiącu Wolności od nałogów w 90 dni wyjawiam,
jakie metody umacniają więź kobiety i mężczyzny, zapobiegają rutynie,
są w 100% naturalne i w 99,3% skuteczne. Dzięki nim
nie ma żadnego strachu i stresu przed ciążą oraz
można dopiero wtedy w 100% zjednoczyć się z kobietą,
zamiast zatrzymywać się w połowie drogi na jakiś
innych pieszczotach.
Nie, nie jest to jakiś średniowieczny kalendarzyk
ani żadne pracochłonne metody obserwacji.
To zaawansowana technologia.
Polecam ją również w module o seksualności.
Nie wierzę w to, że którykolwiek z guru promuje trwały
związek, ponieważ nawet, gdy tak mówi, to w następnym
zdaniu przekreśla ten wizerunek swoimi manipulacyjnymi
technikami łamania oporu nowej dziewczyny przed seksem.
Jakiego oporu? Gdy budujesz trwały związek, to kobieta
nie ma żadnego oporu.
Oni są przewrotni i nawet, gdy błysną hasłem o związku,
to jest to raczej chwyt marketingowy, bo dalej na pierwszym
miejscu stawiają seks i manipulują kobietą,
że jeśli ona nie chce jeszcze go uprawiać na 3 lub 10 randce,
to powinieneś się ewakuować z jej życia albo poważnie
dać jej do zrozumienia, że "najpierw seks, w zamian związek".
Cóż. Do wszystkiego można się przyzwyczaić.
Do jedzenia z koryta ze świniami też.
Rozwody dają mnóstwo zysku adwokatom i tzw. poradniom terapii
małżeńskiej, które zazwyczaj niewiele są w stanie pomóc,
ponieważ mężczyźni nie chcą tam chodzić i zazwyczaj zaniedbali
zainteresowanie żony do tego stopnia, że najczęściej
jest już za późno, więc pozostaną ze sobą ze względu
na kredyt i dzieci.
Przy okazji przez propagandę traktowania seksu jak zabawę
unieszczęśliwia się człowieka, żeby był bardziej podatny na
uzależnienia seksualne. Takiego jest łatwiej kontrolować.
Uczy się go, że nie ma nic trwałego na tym świecie
i wszystko można kupić za pieniądze. Seks i bliskość też.
Nawet jest teraz nowa usługa u prostytutek, na którą one się skarżą.
Faceci dzwonią i pytają, czy mogłaby za pieniądze wysłuchać
ich i przytulić oraz pogłaskać za uszkiem, a one nie wiedzą,
co mają robić i ile za to brać pieniędzy. Męczą się z tym,
ponieważ nie są przygotowane do pracy, jako terapeutka
lub przyjaciółka. Nie mają nawet ochoty wysłuchiwać ich problemów.
Kobiety z kolei wierzą, że ich jedyną wartością jest ich
ciało, więc inwestują o wiele więcej w swój wygląd, ubrania,
kosmetyki i teraz "co druga" młoda dziewczyna na fb kreuje się
na modelkę.
Indoktrynuje się nas, że dzisiaj wartością są
lajki i popularność. Uznanie i aprobata innych.
Czyli znowu zwiększa to konsumpcję, bo trzeba zabłysnąć przed innymi.
Tak samo z tymi sterydami. Jednemu się uda, a innemu nie.
Czy warto ryzykować?
W jakim celu? Jeśli ktoś będzie zarabiał na życie na swojej
sylwetce, to czy warto?
Problem polega na tym, że takie osoby potem reklamują
suplementy, wmawiając innym, że to dzięki nim zrobiły formę.
A tak naprawdę są na lekach androgeniczno anabolicznych.
Więc pytanie, czy warto kłamać za pieniądze?
Ale to temat poprzedniego maila.
Pytanie, czy sukces dla nas to życie w kłamstwie, czy wolimy
być uczciwi i żyć zgodnie z tym, jak działa rzeczywistość.
Jeśli oszukujemy siebie samych albo świadomie tkwimy
w IGNORANCJI, bo wolimy o tym nie myśleć, to w końcu się to odbije
na naszej psychice. A pobudka będzie bolesna.
Jedni wolą sobie oszczędzić dalszego cierpienia, inni myślą,
że właśnie na tym polega życie. Twierdzą, że nie ma żadnej prawdy,
wszyscy są oszustami, nikomu nie można ufać, wszystko jest
bez sensu. Cóż, ich wybór. Najwyraźniej oceniają wszystko
swoją miarą, według swoich założeń.
Obiektywizm to pogląd, że to, czy coś jest trucizną zależy od dawki.
Pytanie, czy chcemy ryzykować?
Aha, to są ekstremalne przypadki. Pamiętajmy jednak,
że kropla drąży skałę nie swoją siłę lecz częstym padaniem.
Gdy odpowiednio długo jesteśmy atakowani kłamstwem,
to staje się ono dla nas prawdą. "Kłamstwo powtarzane
1000 razy staje się prawdą" - Josef Goebbels.
Jeśli całe życie tylko trochę się trujemy, to skutki są nieuniknione.
Przykładem są zachorowania na raka z powodu złej diety.
Pojedyncze zjedzenie konserwantów może nie mieć aż tak
katastrofalnych skutków, umiarkowane spożywanie konserwantów
może mieć wpływ na raka, może nie mieć. Nie wiem, bo
nie jestem dietetykiem. Chodzi o zobrazowanie tego prawa,
że nie da się uciec od konsekwencji. W końcu przyjdzie korekta.
Jedzenie byle jak przez całe życie powoduje rozmaite choroby.
To jest fakt.
Poza tym seks to nie jest jakiś posiłek. Tutaj mamy do
czynienia z drugim człowiekiem, którego możemy zranić,
a także tworzymy wtedy wspomnienia, których już nigdy nie
zapomnimy, które wdrukowują się w naszą psychikę.
Możesz nauczyć się np. jeść z koryta ze świniami i nawet
będzie Ci się WYDAWAŁO, że jesteś szczęśliwy i spełniony.
Ja to nazywam stępieniem prawidłowych reakcji na odbierane
bodźce, czyli okaleczeniem siebie.
Tak samo jest w sferze seksualności.
Można UWIERZYĆ, że nie ma trwałych związków i liczy się
tylko pożądanie. Pytanie, czy to jest dobre, trwałe i jest prawdą.
Można szukać i znaleźć. A można to olać, "woleć o tym nie myśleć"
i wierzyć w to, co powiedzieli koledzy i telewizja.
Myślenie to podobno najcięższa praca i pewnie dlatego
nie cieszy się zbytnią popularnością. Ja się z tym nie zgadzam.
Wolę myśleć niż być ignorującym fundamentalne prawa robocikiem
zakodowanym przez media.
![]() Tak, Chcę
Bezpłatne Porady, Aby Zdobyć Dziewczynę
|